Anna Tomczyk

Anna Tomczyk

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

TO BYŁ SEN

Jak to mówią – wygodne łóżko można kupić, ale porządnego snu – już się nie da.  Tym większe miałam szczęście, że na moim najwygodniejszym łóżku świata pewnej nocy przyśnił mi się sam Maciej Stuhr. Jak to mówią… „najlepszy reżyser by mi tego nie wymyślił”. Maciej Stuhr zwyczajnie siedział w moim domu i razem ze mną snuł plany wycieczek po okolicy. Pojawił się nagle jak stary dobry znajomy. Przyjechał jako globtroter i miłośnik malowniczych plenerów. Ale jak powiem, że mieliśmy rowerami wybrać się na Magdalenkę, Lisi Kąt, do Łańcuta i na słynny zakręt widokowy w Słocinie – to i tak mi nikt nie uwierzy.

ZAROZUMIALI LICEALIŚCI

Miałam przyjemność spędzić jeden z ostatnich weekendów z koleżankami i kolegami z dawnej  klasy biologiczno-chemicznej mojego LO w Tomaszowie Lubelskim. Szkoła obchodziła właśnie stulecie i zorganizowała  zjazd dla absolwentów. Z Ameryki, zachodu, południa i północy Europy ściągnęli dawni uczniowie, żeby pozaglądać w stare mury i powspominać  to, co w naszych życiorysach zapisała młodość. Uśmiech, radość, uściski, niekończące się rozmowy, żarty, wspólne wyjście do kawiarni, przeglądanie zdjęć, opowieści o tym, co najistotniejsze w życiu, o rodzinach, o szczęściu albo jego braku, podejściu do pracy i oczywiście o tym, że się tęskniło…

JAK MASZ NA IMIĘ?

- Przypomnij mi, jak ona ma na imię? – Nieustannie zapominam imiona nowo poznanych ludzi. Wietrzeją  mi z głowy po sekundzie. A gdy przychodzi do kolejnego powitania i konfrontacji - zwyczajnie mi wstyd, że zamiast imienia wymyślam kombinacje alpejskie, by powiedzieć, to, co chciałabym powiedzieć.   I nawet do niedawna myślałam, że to nic takiego, spoko sytuacja i że każdy tak ma. A tymczasem wcale nie. Moje myślenie około miesiąca temu do góry nogami wywrócił Tim Guenard – niezwykle „pozbierany” facet, Francuz, pisarz i były bokser, który odwiedził Rzeszów  mówiąc przede wszystkim o swoim świadectwie działania Boga w życiu.

NIE MARNUJ JEDZENIA, POMÓŻ INNYM!

Co czwarty Polak w ciągu ostatnich siedmiu dni wyrzucił jedzenie na śmietnik - pisze Centrum Badania Opinii Publicznej, komentując sytuację z 2016 roku. Szczerze powiem, że w tej grupie jestem też  ja, a wiele wskazuje na to, że i Ty - Drogi Czytelniku. Bo coś tam w lodówce zawsze się zepsuje….Marnujemy najwięcej wędlin i pieczywa, potem warzyw, owoców, nabiału, ziemniaków i mięsa – podaje CBOS… Bo minął termin przydatności do spożycia, bo zrobiliśmy za duże zakupy, bo przygotowaliśmy za duże porcje posiłku, bo nie umieliśmy przechować żywności i pokryła je pleśn.

PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA

W czasach prehistorycznych polował na małe i wielkie zwierzęta. Budował prymitywne ziemianki, rozpalał ogniska. Znał niewiele słów. Pisał kamieniem po skale, nie używał dezodorantów ani nie połykał protein, przypuszczalnie był zarośnięty i okropnie brzydki, ale bardzo silny i męski! Taki prawdziwy mężczyzna! W starożytności XY poddawał się fali ekstremalnego wychowania. W modelu spartańskim dążył do bycia wojownikiem gotowym poświęcić życie dla ojczyzny, a cały proces reżimowego wychowania przechodził niemal od urodzenia. Nie było mowy o dysleksji, dysgrafii i dysortografii, odraczaniu służby wojskowej ani ściganiu się po lasach quadami.

SPOSOBY NA ROZGRZANIE

W chwili gdy piszę te słowa, Polska tonie w tak głębokim niżu, że zimniej niż dziś nie bywa nawet w zimie, gdy rtęć na termometrze dołuje do minus dwudziestu stopni. Wilgotność  sięga 90 procent, temperatura tylko 8 stopni, za oknami na przemian leje, mży i wieje, a niebo całkowicie zatraciło błękit.  Ten niż ma podobno na  imię Janina i zatrzyma się u nas na dłużej.  Jak wytrzymać z niechcianym gościem? Zadałam sobie trud poszukania domowych sposobów na walkę z przymusowym ochłodzeniem. 

UROCZE BIBELOTY

Nie przepadam za sprzątaniem, bo to robota bez końca. I podziwiam ludzi, którzy stale pucują meble, dywany, posadzki i tysiące domowych bibelotów. Są jednak takie porządki, które  sprawiają mi niemałą frajdę. Raz na jakiś czas odkurzam dzwonki przywożone z  podróży. Są moim oczkiem w głowie. Kupuję je wszędzie, gdzie tylko udaje mi się dotrzeć. A potem… wspominam chwile spędzone gdzieś z dala od domu. Jeden z moich domowych skarbów to dzwonek z Betlejem. Przypomina mi małe miasteczko z Grotą Narodzenia Jezusa i konkretny punkt otoczony złotą gwiazdą. To właśnie tam miał przyjść na świat maleńki Jezus. To miejsce ma tak wielką moc, że każdy przyłożony tam przedmiot uważa się za poświęcony.  

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Czereśnie i jabłka jedzone prosto z  drzewa, chleb ze smalcem i ogórkiem, świeży miód, serniki z domowego sera i mąki, a do tego woda pita prosto z kranu albo lemioniada w proszku. – Tak zapamiętałam dietę mojego dzieciństwa.

KOCHAMY ŚWIĘTA!

Tłumy na dworcach autobusowych, kolejowych, na lotnisku i przystankach miejskich. Słowem: POWROTY! Zatłoczone od samochodów ulice Rzeszowa i parkingi przy sklepach. ZAKUPY! Tysiące życzeń „zdrowych i pogodnych…” w telefonach, emailach i na portalach społecznościowych. Przez PAMIĘĆ lub GRZECZNOŚĆ. Do tego kościoły wypełnione po brzegi, kolejki przy konfesjonałach, uroczyste święcenie koszyczków z pokarmem, wielkanocne babki i zajączki. A w tle uwijanie się z trzepaniem dywanów, myciem okien i praniem firanek. O, jak my kochamy te ŚWIĘTA!

SZLACHETNE ZDROWIE

anna tomczykDymek papierosowy na czczo, kilka głębszych wieczorem po stresującej pracy i nieustanne wahania emocji w domu czy w robocie. Nazwijmy rzeczy po imieniu: mamy kredyty, o których spłacenie drżymy co miesiąc, mamy do zapłacenia gigantyczne składki do ZUS-u, mamy na utrzymaniu rodziny, własne, często niespełnione plany i tysiące kłopotów, które spadają nam znienacka na głowę.

Subskrybuj to źródło RSS