Beata Zarembianka - założycielka AVE TEATR Beata Zarembianka - założycielka AVE TEATR

AVE TEATR NOWA ENERGIA

Rzeszowska aktorka, Beata Zarembianka w lipcu ubiegłego roku postanowiła rozstać się z Teatrem Bo Tak i założyła swój – Ave Teatr. Choć obaw miała bardzo wiele, to zaledwie po kilku miesiącach mówi, że to była jej najlepsza decyzja. Rzeszowska (i nie tylko!) widownia pokochała nowy teatr.

Jak narodził się Ave Teatr?

Ave Teatr narodził się przede wszystkim z chęci rozwoju, przekraczania pewnych granic. Granic, które wcześniej w starym schemacie nie były czymś oczywistym. Kiedy powstał spektakl „Seks dla opornych”, w którym moim scenicznym partnerem jest Darek Niebudek, a który to  mieszka i pracuje na Śląsku, zaczęliśmy te granice przekraczać. Pojawiliśmy się na scenach teatralnych wielu miast, głównie Śląska,  robiąc tam niesamowitą furorę, która zresztą trwa do dzisiaj. Ten nasz rozwój, poszerzanie horyzontów, sięganie po marzenia już nie przystawał do tego co było wcześniej wypracowane na bazie stowarzyszenia. To co robiliśmy, nie podobało się wszystkim i poprzez chęć zmiany statutu chciano nas zatrzymać. Kiedy startowaliśmy z Bo Tak ze spektaklem „Prawda” Floriana Zellera, w reżyserii  Marcina Sławińskiego, nikt nie zakładał co będzie za 5 czy 10 lat. To co osiągnęliśmy przez te 5 lat, pokazało nam wyraźnie, że to co robimy jest dobre, idziemy słuszną drogą i doszliśmy nią do AVE!

I jak się okazuje był to strzał w dziesiątkę bo Wasze spektakle „Tresowany mężczyzna” i „Seks dla opornych” czy „Kobieta na zamówienie” przyciągają tłumy widzów.

Spektakle „Tresowany mężczyzna" i „Seks dla opornych",  które wyprodukowałam z Jarkiem Babulą jeszcze pod starym szyldem, są teraz spektaklami AVE TEATRU. Odkupiliśmy scenografię od stowarzyszenia, więc nasz teatr wystartował ze świetnym repertuarem. Do tego doszedł trzeci tytuł. Tak naprawdę, to zmieniła się tylko nazwa teatru,  a reszta została bez zmian:  miejsce – Wydział Muzyki przy ul. Dąbrowskiego oraz te same osoby, które współpracowały z nami przez 5 lat w stowarzyszeniu.

Kto tworzy Ave Teatr?

Ja i Jarek Babula, mój partner na życie, człowiek od wszystkiego. Mówi o sobie „el comendante”. Jest pianistą, aranżerem i  kompozytorem,  również muzyki do spektakli w naszym teatrze. Jarek jest mózgiem AVE, to wspaniale mieć obok siebie człowieka, któremu się ufa zawodowo w każdym calu.  Osobą odpowiedzialną za obsługę widza jest Sylwia Kopacz, to ona odbiera telefon w rezerwacji biletów, a spotkać ją można w okienku kasowym przed spektaklem. Wojtek Weseli – oświetleniowiec, Piotrek Buk – akustyk, inspicjentki i suflerki: Madzia Kochman i Gosia Depta, bileterzy: Marzenka, Filip, i dwa Michały,  a nad bezpieczeństwem spektakli czuwa Augustyn Kotarba, no i oczywiście nasi aktorzy: Małgosia Machowska, Madzia Kozikowska–Pieńko, Kornel Pieńko, Darek Niebudek i Jacek Kawalec.

ave 2

Fot. Archiwum AVE TEATR

Może to za wcześnie mówić o sukcesie, ale bilety na Wasze spektakle sprzedają się bardzo dobrze.

Początek działalności był dla nas pewnym znakiem zapytania. Pracę, którą wykonaliśmy w poprzednim teatrze trzeba było zacząć od nowa. Budowanie marki, zdobywanie publiczności, to wymaga czasu. Swoim starym zwyczajem wsiedliśmy  z Jarkiem w samochód i przemierzyliśmy setki kilometrów informując, że narodził się AVE TEATR. Okazało się, że kiedy ruszyliśmy z repertuarem wszystko poszło świetnie,

Jak udało się Wam namówić Jacka Kawalca do udziału w spektaklu „Kobieta na zamówienie”?

Pewnego dnia Jarek obudził się rano i powiedział: Jacek Kawalec, myślę że on były fajny do roli Billa. Pomyślałam, że ma rację, jest aktorem znanym, rozpoznawanym. Okazało się że Jacka zna bardzo dobrze Darek Niebudek, grywał z nim w kilku spektaklach. Wykonał tylko jeden telefon i namówił go na współpracę, a temu pomysłowi przyklasnął Marcin Sławiński, reżyser spektaklu. I tak stworzyliśmy trio w „Kobiecie na zamówienie”. Bardzo lubię grać ten spektakl i nie wyobrażam sobie innej obsady. 

Widać, że jest zapotrzebowanie na spektakle takie o życiu, o tym co możemy porównać, przenieść na nasze rodzinne podwórko. Zresztą, czytając komentarze wystawione przez widzów, widać, że nasuwa im się ich refleksja.

Czytając scenariusze (a czytam ich dużo), często już po kilku stronach wiem, czy ten spektakl spodoba się widzom, czy nie. Sztuki  mówiące prawdę o naszym życiu, o nas samych, naszych bolączkach, śmiesznościach, a dodatkowo zaskakujące, ze świetnymi dialogami, ciekawą puentą, to połowa sukcesu. Jeśli do tego wszystkiego dorzucimy jeszcze dobrą obsadę i świetnego reżysera, a w pracę nad sztuką włożymy serce i uczciwość w stosunku do widza, to powodzenie gwarantowane. Najbardziej cieszą mnie komentarze, w których widzowie piszą,  że cały wieczór i jeszcze pół nocy dyskutowali o naszej sztuce, cytowali zapamiętane teksty i śmiali się głośno. Te komentarze utwierdzają mnie w przekonaniu, że to co daję publiczności, powraca do mnie. Ostatnio ubawiło mnie stwierdzenie mojego kolegi po premierze „Kobiety na zamówienie”: Już wiem dlaczego ty sobie teatr otworzyłaś – żeby grać tak świetne role. Nie wybieram sztuki pod kątem roli dla mnie, ale rzeczywiście tak się złożyło, że te moje ostatnie aktorskie wyczyny,  dały  mi ogromną możliwość rozwoju. To wielka zasługa także moich ukochanych reżyserów: Marcina Sławińskiego oraz Pawła Szumca oraz partnerów scenicznych.

A czy już macie w planach kolejne?

Oczywiście, moim marzeniem jest, aby w sezonie teatralnym, tak jak jest w teatrach posiadających dotację, tych premier było znacznie więcej. Na razie możemy pozwolić sobie na zrealizowanie jednej premiery w sezonie. Obecnie jesteśmy na etapie czytania wielu scenariuszy, mamy pewne typy, ale niczego nie zdradzę. Chcemy żeby w AVE było jak u Hitchcocka, bo muszę powiedzieć, że dość wysoko stawiamy sobie poprzeczkę.

Co najbardziej lubi Pani w aktorstwie? Kiedy okazało się, że to jest to, co chce robić w życiu?

Najbardziej cenię sobie fakt, że na scenie mogę robić rzeczy, na które nie odważyłabym się w swoim życiu. Wcielanie się w postaci, którymi nie jestem, daje mi ogromną frajdę.  Pomału zbliżam się do bardzo zacnego jubileuszu, bo zaczęłam  grać  wcześnie, już jako dwudziestojednolatka, stawiając pierwsze kroki na deskach Teatru Polskiego w Bielsku Białej. O aktorstwie marzyłam już jako mała dziewczynka, bo mój tatuś był aktorem Teatru W. Siemaszkowej i przesiąknęłam sceną przesiadując za kulisami i na widowni. I choć długo wypierałam moją miłość do aktorstwa, wymyślając sobie różne profesje (zaczęłam nawet studiować prawo karne, a w wieku 36 lat ukończyłam socjologię), to jednak w życiu mogę robić tylko to, co kocham.

Zdarzyło się Pani zagrać taka postać, która nie była Pani pisana?

Tak, to była Antygona, którą grałam już w rzeszowskim teatrze. Nie czułam się dobrze w tej roli i chyba ją skopałam. Ogólnie było to trudne przedsięwzięcie, ale może było mi ono właśnie pisane, bo nie wierzę w przypadki. Wszystko w naszym życiu zdarza się po coś.

Jaki teatr się Pani marzy, w jakim mogłaby Pani grać bez końca?

W moim – Ave Teatrze. Powiem może górnolotnie, że mój teatr widzę „ogromny”. Nie ukrywam, że chciałabym, żeby AVE TEATR miał swój własny kąt. Bardzo dobrze czujemy się w Wydziale Muzyki, ale nie jesteśmy u siebie i nie możemy np. stworzyć spektaklu dla młodzieży, który moglibyśmy grać do południa, bo w budynku studenci mają zajęcia. Mam jeszcze takie marzenie, aby w Rzeszowie, tak jak w innych dużych miastach teatry prywatne były postrzegane przez władze miasta jako coś, co wnosi duży wkład w sferę kultury. Teatry prywatne w innych miastach są traktowane łaskawie, otrzymują wsparcie choćby w postaci  dopłaty do czynszu.  Kiedy występujemy w innych miastach, po zakończeniu spektaklu, już prywatnie przekazujemy publiczności informację o tym, że jesteśmy z Rzeszowa, zapraszamy do nas, a poprzez występy promujemy nasze miasto. Ave Teatr zaczyna bardzo dobrze funkcjonować w Polsce. Stworzyliśmy już, można powiedzieć, markę Ave. Jesteśmy zapraszani na znaczące festiwale, nasz „Seks dla opornych” zagraliśmy w ubiegłym roku w ramach CHTO (Chorzowski Teatr Ogrodowy), a w tym roku gościliśmy podczas Katowickiego Karnawału  Komedii. Zagraliśmy także w takich miastach jak: Kielce, Lublin, Nowy Sącz, Zabrze, Sosnowiec i wielu innych, a w planach mamy kolejne.

Dziękują za rozmowę i życzę kolejnych tak udanych spektakli.

Dziękuję i zapraszam do Ave Teatru.

Rozmawiała KATARZYNA MICAŁ

 

Powrót na górę