Fot. Archiwum Magdaleny Louis Fot. Archiwum Magdaleny Louis

SONIA - MAGDALENY LOUIS KOMENTARZEM OTACZAJĄCEJ NAS RZECZYWISTOŚCI?

MAGDALENA LOUIS WŁAŚNIE WYDAŁA KOLEJNĄ, SZÓSTĄJUŻ POWIEŚĆ. „SONIA” DOTYKA BARDZO POWAŻNEGO I GŁOŚNEGO MEDIALNIE TEMATU PEDOFILII. W ROZMOWIE Z DAY&NIGHT AUTORKA OPOWIADA O NOWEJ KSIĄŻCE.

 

„Sonia” to już szósta pani powieść, tematycznie odbiegająca od wcześniejszych sag rodzinnych, za to korespondująca z ostatnią „Chcę wierzyć w Waszą niewinność”. Tematyka jest niejako komentarzem otaczającej nas obecnie rzeczywistości…

Wszystkie moje powieści są komentarzem do otaczającej nas rzeczywistości i czasów, które przeminęły. Jestem pilnym obserwatorem, patrzę, słucham, analizuję, a potem piszę książkę. Rozumiem, że pyta Pani o temat, który ostatnio rozpycha się łokciami w mediach, czyli pedofilię? Tak, w „Soni” podjęłam próbę pokazania, że pewnym tragediom można zapobiec. Nie mamy wpływu na to, jak pedofil zrealizuje swoje seksualne potrzeby, gdzie zaatakuje i kogo, ale mamy wpływ na to, jak bezpieczne jest nasze dziecko.

À propos otaczającej nas rzeczywistości. Temat pedofilii odbił się głośnym echem w naszym mieście za sprawą spektaklu Pawła Passiniego #chybanieja, którego premiera stanęła pod znakiem zapytania. Czy wg pani temat pedofilii to wciąż temat tabu?

O pedofilii mówi się ostatnio sporo, ale wciąż w złym kontekście. Padają takie sformułowania – pedofilów trzeba leczyć, trzeba kastrować, z pedofilią trzeba walczyć, każdy ksiądz i homoseksualista to pedofil, itd. Dobrze się stało, że bezkarni dotychczas księża trafiają przed sąd, zamiast do innej parafii, że ofiary zaczynają mówić, ale to dopiero początek. O pedofilii trzeba mówić w kontekście przestępstwa, gdy w ponad 80% ofiara zna sprawcę, o przestępstwie, które ma miejsce
w domu, pod samym nosem rodziców, albo w szkole, na kolonii, na lekcji, za ścianą. Pedofil to bardzo, bardzo często ktoś, kogo zna i dziecko i rodzice dziecka. Jedynie co 10 przypadek molestowania seksualnego dziecka jest zgłaszany, a i tak statystyki twierdzą, że co ósme dziecko doznaje w Polsce jakiejś formy przemocy seksualnej.

Głośnym echem odbija się temat pedofilii nie tylko w przypadku duchowieństwa, ale także gwiazd show biznesu. Czy miała pani okazję obejrzeć dokument „Leaving Neverland”, w którym dwóch dorosłych już mężczyzn oskarża o pedofilię Michaela Jacksona? Takie oskarżenia, na które ofiary decydują się po latach, często już po śmierci oskarżanego, budzą spore kontrowersje w społeczeństwie. Jaka jest pani opinia na temat ujawniania tak szokujących faktów po latach?

Tak. Film widziałam, a przed laty śledziłam proces Michaela Jacksona, już wtedy były zarzuty o molestowanie chłopców. Skończyło się ugodą. Nie dziwi mnie fakt, że po latach, że czekali tak długo. Tak się często dzieje, dzieci poddane procesowi „groomingu”, czyli oswajania i pozyskiwania zaufania, nie wiedzą tak naprawdę, co się z nimi dzieje, mają często ambiwalentny stosunek do swojego kata, oprócz tego są często szantażowane, potem jest wstyd, strach, że im się nie uwierzy. Jimmy Savile, brytyjski celebryta, ulubieniec BBC, ulubieniec dzieci… po roku od jego śmierci wyszły na jaw fakty o molestowaniu, liczba ofiar to setki, przez 50 lat. Wielu widziało, nikt nie reagował, bo był ważny i sławny. Jackson był bogiem w tamtych czasach, a bogowie byli poza podejrzeniem. Tak jak księża. A gdzie wtedy byli rodzice? Rodzice, którzy pozwalali, aby ich dzieci spały w jednym łóżku z dorosłym mężczyzną, tylko dlatego, że ładnie śpiewa i fajnie tańczy.

„Sonia” uświadamia nam, że temat pedofilii jest jeszcze szerszy, dotyczy nie tylko duchowieństwa czy gwiazd, ale zdarza się nawet w tych przysłowiowych „dobrych” rodzinach. Czy ta powieść to pani głos odnośnie tak mocno obecnego w mediach tematu?

To mój głos skierowany do rodziców, którzy czuwają nad bezpieczeństwem dzieci. Ja tę książkę napisałam nie dlatego, że  temat jest modny, ale dlatego, że moje doświadczenia zawodowe uświadomiły mi, jaką ważną rolę mają do odegrania rodzice i czego nie robią. Jeśli w szkole o. Salezjanów w 2012 roku ksiądz dyrektor pozwala na to, aby dziewczynki zlizywały mu pianę z kolan w ramach „otrzęsin”, a matki tych dziewczynek nie widzą w tym nic złego, ohydnego, poniżającego i zdrożnego, to powiem szczerze, trzeba jeszcze dużo więcej kampanii społecznych, żeby otworzyły się głowy.

Dlaczego według pani wciąż, w tak wielu przypadkach okazuje się, że dorośli zawodzą? Odwracają wzrok od szokującego problemu, z którym borykają się dzieci?

Kiedyś nie było wiedzy na ten temat, nie było nawet takiego słowa w powszechnym użytku, choć to się działo. Jeśli sprawcą jest partner czy mąż, kobieta półświadomie odwraca oczy, żeby nie musieć reagować, bo może wtedy on odejdzie? Może ją porzuci? Woli więc myśleć, że dziecko kłamie. Dzieciom kiedyś w ogóle się nie wierzyło i one to czuły, więc nie szły do mamy się poskarżyć. Poza tym, jak tu się skarżyć na kogoś bliskiego, kogoś szanowanego, kogoś znanego.

Czy ta książka ma być swojego rodzaju przestrogą? Dla kogo?

To jest półfikcja literacka. Chcę, żeby czytelniczki o tym wiedziały. To się wydarzyło.

W „Sonii” zwraca pani uwagę na braki w monitorowaniu przestępców seksualnych w naszym kraju. Jak wygląda to w Wielkiej Brytanii?

W Wielkiej Brytanii osoby skazane za czyny pedofilskie, po odbyciu kary więzienia, wychodzą na wolność, ale nie znikają ani z rejestru, ani z oczu policji. Są monitorowane i sprawdzane, muszą się regularnie meldować na posterunku, bo Anglicy dobrze wiedzą, że po odbyciu kary, to jest wciąż ten sam człowiek, z tymi samymi pragnieniami seksualnymi, które są często silniejsze od niego. Pedofilia to nie jest choroba, jaką się leczy tabletkami.

Czy planuje pani temat pedofilii kontynuować w kolejnych powieściach?

Nie. Powiedziałam wszystko to, co chciałam powiedzieć na ten temat.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

 

Powrót na górę