WSZYSCY ARTYŚCI…

W górnym lewym rogu okładki „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band”  The Beatles, widnieje podobizna pewnego łysego jegomościa. Człowiekiem tym jest niejaki Aleister Crowley, angielski oklultysta, który za swojego życia uznawany był za zło wcielone. Centralne miejsce zajmuje natomiast sama Norma Baker, znana niektórym jako Marilyn Monroe. Jest też Marlon Brando w charakterystycznej motocyklistówce, brodaty Karol Marks, Fred Astaire, Aldous Huxley i Bob Dylan.

Czytaj dalej...

NICZYM GWIAZDA ROCKA

Kultura popularna nie znosi próżni. Nieustannie wytwarza bohaterów masowej wyobraźni. Niektórzy z nich to ludzkie efemerydy, mające swoje pięć minut sławy, których gwiazda wypala się w tempie sztucznego ognia. Istnieją jednak postaci ikoniczne, których sława nie jest uzależniona li tylko od pomysłowości speców od kreowania wizerunku, wywoływanych z mniejszą lub większą premedytacją skandali albo permanentnym parciem na szkło, za którym tak naprawdę nie stoją żadne przymioty intelektu albo talentu.

Czytaj dalej...

OTWARCIE NOWEGO SEZONU

Telewizja Fake TV z nieukrywaną satysfakcją oraz prawdziwą przyjemnością (wszak nasze motto to:  „Przyjemność dla Widza, satysfakcja dla nadawcy”) prezentuje Państwu nową ramówkę na zbliżający się wielkimi krokami sezon wiosenny. Przewidzieliśmy w niej całą moc atrakcji, które wręcz wyleją się z telewizyjnych ekranów strumieniem przyjemności. Zamiast ostrzegać przed tą powodzią, nasi prezenterzy pogody mają dla Państwa zgoła odmienny komunikat; prosimy zażywać kąpieli w tym pobudzającym zmysły, ożywczym oraz iście rozkosznym nurcie bez żadnych ograniczeń!

Czytaj dalej...

NAJ… FELIETON ŚWIATA

Był taki skecz załogi Monthy Pythona o najśmieszniejszym dowcipie świata. W dużym skrócie fabuła traktowała o kawale tak śmiesznym, że ktokolwiek zdołał przeczytać go do końca, padał trupem ze śmiechu. Był to bowiem kawał zabójczy do tego stopnia, że postanowiła go wykorzystać brytyjska armia w działaniach wojennych przeciwko Trzeciej Rzeszy. Aby uniknąć strat we własnych szeregach, dowcip ów przekładany był na język niemiecki przez kilku tłumaczy, a żadnemu z nich - co oczywiste - nie wolno było przeczytać kawału w całości. Niniejszy felieton można, a nawet trzeba doczytać do końca.

Czytaj dalej...

NOWY ROK BIEŻY

Wbrew powyższemu tytułowi, nie o kolędach i pastorałkach traktować będzie niniejsza pisanina. Co nie zmienia faktu, że zarówno jedna, jak i druga tematyka bardzo mocno osadzone są w grudniowym klimacie. Bo ostatni miesiąc roku sprzyja podsumowaniom, bilansom zysków i strat, kalkulacjom. W tym miejscu pragnę uspokoić wszystkich Czytelników obawiających się wróżenia z fusów, tudzież jasnowidztwa z mojej strony. Zamiast tego, możecie liczyć na małe political fiction. Chociaż to, co dokonało się na przestrzeni roku bieżącego, nakazuje ostrożniejsze posługiwanie się rzeczownikiem „fikcja”.

Czytaj dalej...

PROTEST W KOLORZE BLUE

Poznajcie Mary Wagner z Kanady. Mary nie przedstawi się Wam osobiście, bo jest bardzo zajętą osobą. Pozwólcie zatem, że uczynię to za nią. Przede wszystkim zacząć trzeba od faktu najważniejszego; Mary Wagner jest kryminalistką. Co więcej, jest recydywistką. W kanadyjskich więzieniach spędziła w sumie ponad sześć lat. Nie jest to mało, przyznacie, i rzeczywiście trudno temu zaprzeczyć, bo sześć lat to prawie 2200 dni. Jakim to więc procederem parała się Mary Wagner? Otóż Mary Wagner zajmowała się przede wszystkim konwersacją oraz rozdawaniem róż.

Czytaj dalej...

POZYCJA MISJONARSKA

Znałem kiedyś pewną dziewczynę. Było to dawno, ale są w życiu sprawy, o których pamięta się długo. A niektóre z nich żyją swoim podskórnym życiem, zepchnięte do podświadomości, tylko po to, by wystrzelić niczym gejzer w momencie najmniej oczekiwanym. Zupełnie jak teraz. I tak oto, krok po kroku, dochodzę. Chociaż, co zapewne będzie zaskoczeniem w kontekście tytułu niniejszego felietonu, a także samego jego początku, dochodzę, ale wcale nie na szczyt rozkoszy cielesnej, lecz do pointy.

Czytaj dalej...

LECIMY W KOSMOS

Jestem uskrzydlony kierunkiem, jaki dla polskiej gospodarki wyznaczył minister rozwoju, pan Mateusz Morawiecki, jeszcze na początku bieżącego roku. Najpierw powstała międzyresortowa Rada d. Innowacyjności. Utworzenie tego organu to wiekopomne wydarzenie, które samo w sobie ma dać asumpt do uczynienia z naszego kraju krainy miodem i mlekiem płynącej. „Prawdziwie innowacyjne gospodarki to gospodarki, gdzie jest znakomita współpraca pomiędzy nauką, biznesem i państwem. Wierzymy w to, że również państwo ma do odegrania bardzo poważną rolę w tym zakresie i chcemy tę rolę odegrać. Chcemy tego wsparcia różnym firmom innowacyjnym udzielać i zobowiązujemy się do tego, że tak będzie wyglądała nasza współpraca z nimi w tym zakresie” – powiedział na tę okoliczność pan minister. Trzeba przyznać, że ta górnolotna deklaracja mocno mnie wzruszyła, bo moja wyobraźnia natychmiast wyprojektowała wizję Podkarpacia jako następnej Doliny Krzemowej, gdzie praktycznie na kamieniu rodzą się geniusze komputerowi, nowe technologie powstają co kwadrans, a beneficjentami tychże zostaniemy wszyscy właściwie z dnia na dzień, co przełoży się nie tylko na stan naszych portfeli, ale także - co w tym kontekście oczywiste - komfort naszej codziennej egzystencji (najbardziej elektryzuje mnie wizja uruchomienia sokowirówki poprzez ruch gałki ocznej dwa razy w lewą i raz w prawą stronę). Zresztą nie tylko ja zostałem urzeczony perspektywą nieodległej przyszłości zdominowanej przez high-tech. Pani Stasia, na co dzień prowadząca osiedlowy warzywniak, już zaciera ręce na myśl o tym, ile wzrosną jej przychody po tym, jak w ramach wszechobowiązującego trendu high-tech przebranżowi swój mały rodzinny biznesik na prężnie funkcjonującą firmę, tworzącą oprogramowanie komputerowe dla armii. A teraz zejdźmy z orbity na Ziemię. Podstawą najbardziej innowacyjnej gospodarki świata, czyli gospodarki USA, nie są kosmiczne technologie, a mały handel i usługi, które stanowią prawie 80% jej wartości. Natomiast w Polsce sektor ten jest tak obwarowany podatkami, daninami, przepisami, ograniczeniami i zakazami, że de facto ledwo zipie. W obliczu tego niekwestionowanego faktu deklaracje ministra rozwoju polskiego rządu brzmią absurdalnie. Halo, halo, panie ministrze Morawiecki, tu Ziemia. Pora wracać do rzeczywistości.

Czytaj dalej...

RZUCAM KAMIENIEM

Mając na sumieniu występki rozmaite oraz dobrze będąc zaznajomionym z drobnymi nieprawościami, jakie pospolici grzesznicy trzymają za uszami, dzierżę w dłoni kamień w pełnej gotowości, aby użyć go w akcie ostatecznej desperacji. Bo tak się niefortunnie składa, że moje położenie nie jest do pozazdroszczenia. Jak zresztą każdego człowieka, którego próbuje się zaszczuć za pomocą metod tyleż wyrafinowanych, co perfidnych. Obawiam się, że Wasza sytuacja jest identyczna, chociaż zapewne nie wszyscy to sobie uświadamiają.

Czytaj dalej...

IDZIE KU LEPSZEMU

Abstrahując od takich drobiazgów, że od kilku tygodni we Francji benzyna jest na kartki, a cały kraj aż trzęsie się w posadach, targany niepokojami społecznymi, są powody do optymizmu. Ba, zaryzykować można stwierdzenie, że przyszłość rysuje się w różowych barwach. Miło mi zatem donieść, że jeden z najbardziej palących problemów Europy, może zostać zażegnany. I to najprawdopodobniej zażegnany definitywnie.

Czytaj dalej...