Fot. Archiwum Sławomir Fot. Archiwum Sławomir

CZEŚĆ, TU SŁAWOMIR

MA MILIONY WYŚWIETLEŃ NA YOUTUBIE, HITY, KTÓRE SŁYSZAŁ KAŻDY, WIELU FANÓW, ALE TAKŻE WIELU PRZECIWNIKÓW. SŁAWOMIR WYSTĄPI W RZESZOWIE JUŻ 29 SIERPNIA.

 

Można śmiało powiedzieć, że spełniłeś swój american dream...

Cześć tu Sławomir. Tak i to na wielką skalę. Ale to zasługa przede wszystkim naszych fanów, którzy dali nam ogromne wsparcie i pozwolili nagrać debiutancką płytę, tak jak nam się marzyło. W najlepszych studiach i zawodowymi muzykami, na żywo. Pamiętam moment, kiedy po trzech miesiącach od premiery „Megiery” na naszym kanale YouTube zostaliśmy zaproszeni do Opery Leśnej w Sopocie. Wtedy poczuliśmy wiatr w żaglach.

Jaki jest według Ciebie przepis na sukces?

Trzeba napisać przebój, najlepiej od razu cztery, wrzucić to na YouTube i już.

Ile procent Sławomira jest w Sławomirze? I kiedy zaczyna się kreacja artystyczna?

Sławomir to radosna część mnie. Odkąd razem z Kajrą, moją żoną, pracujemy nad tym projektem muzycznym, mogę robić to, o czym zawsze marzyłem. Bawię ludzi na masową skalę i mam do dyspozycji to co obecnie najlepsze na światowym rynku. Na koncertach mamy najnowocześniejsze konsole od dźwięku i światła, własnych inżynierów, którzy je obsługują, technikę, ochronę, kierowców i co najważniejsze - wybitnych muzyków, których podkupiłem gwiazdom polskiej estrady. Ludzie na koncertach czują tę jakość, cieszą się z muzyki na żywo i dzielą się z nami dobrą energią. Tak sobie założyliśmy z żoną, że nie odpuścimy jakościowo żadnego z tych elementów i to działa.

Masz w sobie coś z aktora?

Jestem wykształconym aktorem i rzemiosła uczyłem się od takich profesorów jak Jerzy Stuhr, Anna Dymna, Anna Polony czy Krzysztof Globisz. Dzięki temu mam ogromny warsztat, z którego korzystam. W Szkole Teatralnej nauczyłem się prawidłowej impostacji, czyli wydobywania dźwięku i to mnie ratuje na koncertach. Jestem za to wszystko bardzo wdzięczny, szczególnie profesorowi Zbigniewowi Grygielskiemu.

Jesteś po szkole teatralnej, zagrałeś wiele postaci i nie bez powodu dostajesz nowe propozycje ról filmowych i teatralnych. Bardziej czujesz się aktorem czy muzykiem?

Na dzień dzisiejszy zdecydowanie więcej pracuję jako muzyk. Gramy też razem z Kajrą w Teatrze Capitol w Warszawie w spektaklu „Skok w Bok”. To zawsze urozmaicenie naszego koncertowego życia. Pomiędzy tym wszystkim pojawiam się na planie serialu „Blondynka”. No i jeszcze kolejna edycja programu „Big Music Quiz”, który prowadzimy. Dużo tego, ale im większy sukces odnosi Sławomir, tym ciekawsze propozycje otrzymujemy.

Co łączy Cię z muzyką disco polo? Jakie według Ciebie są największe różnice między disco a rock polo?

Różnica jest podstawowa. My zawsze gramy na żywo. Naszej muzyce bliżej do Rocka i wiedzą o tym wszyscy fani, którzy byli na koncertach albo słuchali naszej płyty. Jest tam duża mieszanka muzyczna - ale daleka od zarzucanego nam disco polo. Nasza pierwsza antena radiowa to było RockRadio. Nie rzucamy też w ludzi płytami, bo nasza płyta jest dobra. Podczas wielkich imprez plenerowych nasze drogi muzyczne przecinają się bardzo często z gwiazdami disco polo. Prywatnie bardzo się lubię z Zenkiem Martyniukiem i Marcinem Millerem. Mamy dla siebie dużo respektu i szacunku. Tak powinno być. Jest miejsce dla każdego i to jest piękne. Gramy na najważniejszych muzycznych wydarzeniach i festiwalach, którym daleko do disco polo, również stacje radiowe to weryfikują. Nasze zasięgi i liczby wyświetleń także udowodniły, że nie mieścimy się w ramach disco polo. A co nas łączy? Słowo „polo” - polskie - radosne.

Masz ogromną ilość fanów, a na koncie niezaprzeczalne sukcesy. Są jednak też osoby, które nieprzychylnie komentują Twoją twórczość, zarzucając Ci kiczowatość. Jaki masz stosunek do takich opinii?

Jeżeli krytyka jest konstruktywna, to ja się z niej bardzo cieszę. Kilka rzeczy poprawiliśmy na życzenie fanów. Mamy z nimi świetny kontakt, bo to dzięki ludziom jesteśmy w tym miejscu kariery. Hejtu jest bardzo niewiele, a jeśli już się pojawi, to mam mocną ekipę fanów, którzy z nim mądrze i stanowczo walczą.

„Miłość w Zakopanym” ma już bagatela – ponad 165 miliony odsłon na YouTube. Spodziewałeś się takich wyników? W czym według Ciebie tkwi fenomen tego kawałka?

Takiego sukcesu nie da się zaplanować. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem wszystkie ścieżki muzyczne w studiu to wiedziałem, że to będzie dobra piosenka. Ten wynik jest już światowy i mamy szansę zostać najlepszym filmem w historii polskiego YouTuba. Wszytko w rękach fanów. Ale nasza nowa piosenka „Ty mała znów zarosłaś” radzi sobie na dzień dzisiejszy jeszcze lepiej. Ma już prawie 50 000 000 wyświetleń. To jej świetnie wróży. „Miłość w Zakopanem” jest grana na prawie każdym polskim weselu. Weszła do kanonu rozrywki. Ma największą ilość coverów na YT i po prostu bardzo ludzi cieszy. To dla mnie ogromna radość, satysfakcja i pieniądze.

W teledysku „Megiera” występuje sporo znanych i popularnych twarzy. Jak to się stało, że udało się zebrać tyle popularnych postaci w jednym projekcie, który dodatkowo budzi kontrowersje?

To wynika z naszego podejścia do szołbiznesu. Zaprosiliśmy wymarzonych aktorów. Wydaliśmy na ten klip wszystkie uciułane w USA pieniądze. Warto było. Nasi aktorzy mają ogromne poczucie humoru i to była podstawowa sprawa. Oni nie muszą robić tego dla pieniędzy. Zagrali, bo ich Sławomir rozśmieszył.

Co inspiruje Cię do tworzenia piosenek? Twoje teksty bywają bardzo bezpośrednie.

Życie. I to co się w nim dzieje. Bardzo tęsknie za wsią, normalnym życiem i tak powstała piosenka „Ni mom hektara”. Kajra mnie bardzo wnerwiała, więc urodziła się „Megiera”, a potem mnie rozbawiła i pojawiła się „Miłość w Zakopanem”. Mam dużo muzyki w głowie i to przychodzi mi bardzo łatwo, natomiast nad tekstami pracuję o wiele dłużej.

Żona jest nieodłączną częścią Twojej kariery i zapewne całego projektu muzycznego „Sławomir”. Jak układa się Wasza współpraca na tym polu?

Za sukcesem każdego wielkiego mężczyzny stoi jeszcze większa kobieta. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Kajra nauczyła mnie pracowitości i tego, żeby doprowadzać sprawy do końca. Mam obok siebie kogoś, kto mnie kocha i kto myśli bardzo podobnie. My się z żoną po prostu lubimy. To jest naturalne, że pracujemy razem. Odkąd połączyliśmy siły zawodowo odnosimy największe sukcesy.

Kto w projekcie „Sławomir” zajmuje się pisaniem tekstów, kompozycjami, doskonałą produkcją piosenek, całą sferą muzyczną?

Najlepszym kompozytorem i tekściarzem Sławomira jest Sławomir. Świetnie się z nim dogaduję i ta praca jest bardzo efektywna. Kiedy piosenka jest już gotowa, wtedy do akcji wkracza cały zespół i każdy swoim talentem ubogaca mój pomysł. Ale zawsze w sprawach muzycznych to ja mam ostateczne zdanie. Taki jest mój warunek i to działa.

Na scenie jako Sławomir dobrze się bawisz, mylę się? Jak wygląda praca nad kolejnymi kawałkami muzycznymi? Czy to też głównie zabawa

Na początku zawsze zaczyna się od zabawy, bo to gwarantuje lekkość kompozycji. A potem to już dłubanie i dopieszczanie w studiu. Wielki luksus dla zespołu, to szansa ogrania piosenki na koncertach, zanim się ją nagra. My ten luksus mamy i z niego korzystamy. Na płytę trafiły te piosenki, które fanom podobały się najbardziej. To dlatego „The Greatest Hits” idzie właśnie po potrójną platynę.

A fani? Jak na Ciebie reagują? Często dostajesz od nich dowody sympatii?

Właściwie po każdym koncercie. Płynne dowody sympatii od razu trafiają do chłopaków z zespołu. Bardzo się cieszę i wzruszam, kiedy dostaję piękne laurki od małych dzieci. Kajrę cieszą kwiaty. Ludzie są kochani i o nas dbają. Staramy się odwdzięczać muzyką.

A jak to jest z tym samochodem? Jeździsz czerwonym golfem trójką, czy nowoczesnym Audi Q7?

Obecnie najwięcej czasu spędzamy w busie koncertowym. Na co dzień jeżdżę cały czas golfem i budzi to zawsze uśmiech na twarzach ludzi. Często na stacji słyszę „Kur... ty naprawdę tym golfem jeździsz”. Jest super i świetnie sprawdza się w mieście. Audi to samochód Kajry. Ma bagażnik, do którego mieszczą się wszystkie wózki i bagaże, kiedy jedziemy całą rodziną. Jej SUV ma 10 lat, więc w porównaniu z 27-letnim golfem jest nowoczesny. Rozważamy teraz zakup helikoptera, ale już nówki.

Jakie są Twoje plany muzyczne na niedaleką przyszłość?

Teraz cały czas koncertujemy. A jesienią zaczynamy tournee po Europie. Wrócimy ponownie do USA i Kanady. Jest też duże zainteresowanie z Japonii. Zobaczymy jak się to rozwinie. Bardzo się cieszę z tych spotkań muzycznych z rodakami za granicą, bo mnie wzruszają. Ludzie na całym świecie dokładnie tak samo reagują na nasze Rock Polo.

Czy Rzeszów to faktycznie wyjątkowa publiczność? Przecież praktycznie codziennie spotykasz się z fanami Twojej twórczości.

Koncerty na Podkarpaciu należą do moich ulubionych. Publiczność zawsze nas gorąco przyjmuje i tak jest od samego początku. Lubię ludzi z tych stron z tego powodu, że sam mam tu korzenie. Moja mama urodziła się w Laskówce, Gminie Dynów. Spędzałem tu każde wakacje. Na lotnisku w Jasionce już się ze mnie śmieją, bo jestem tam przy najmniej dwa razy w miesiącu. Koncerty na Juwenaliach Rzeszowskich były jednymi z najlepszych w naszej karierze. Do zobaczenia w Rzeszowie 29 sierpnia. Czekamy z szampanem

I załatwcie sobie kierowców. Do Rzeszowa nadciąga Tornado Rock Polo. Widzimy się.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

 

Powrót na górę