MUZYK KTÓRY ROZMAWIA Z INSTRUMENTAMI - ALEKSANDER WNUK

MUZYKA NIE ZNA GRANIC. WYDAJE SIĘ NAM TAK SZCZEGÓLNIE WTEDY, GDY JAKIŚ WIRTUOZ TWORZY KOLEJNE DZIEŁA REWOLUCYJNE, PRZEŁOMOWE, NIESPOTYKANE I ORYGINALNE. MUZYKA NIE ZNA GRANIC TEŻ WTEDY, GDY WYKONUJE SIĘ JĄ W SPOSÓB INNY OD RESZTY, ALE PRZEDE WSZYSTKIM W SYTUACJI, KIEDY DŹWIĘKI WZBUDZAJĄ W NAS RÓŻNE ODCZUCIA, A SAM MUZYK POZWALA NAM NA PEŁNĄ SWOBODĘ OKREŚLANIA SWYCH DOZNAŃ.

 

Aleksander Wnuk idzie właśnie tą drogą. Muzyka, którą gra jest przede wszystkim oryginalna, choć w zasadzie termin ten z naturalnych względów nie będzie wyczerpywał tego, jaką w zasadzie jest i jak się ją postrzega. Alek gra na perkusji i tutaj znowu będziemy musieli zerwać z obrazkiem klasycznej perkusji, np. rockowej, w którą w energicznym stylu uderza pałkami. Alek gra na instrumentach perkusyjnych - to już bardziej precyzyjnie - i jest w tej kwestii multiinstrumentalistą. Dodać należy więcej: gra na instrumentach perkusyjnych, które swą genezę mają w niemalże każdym zakątku świata. Jego muzykę wcale nielekko jest zaklasyfikować do jakiegoś stylu. Sam mówi, że to multiinstrumentalna muzyka perkusyjna o awangardowym charakterze. Bardzo zawiła interpretacja własnej muzyki, trzeba przyznać, podobnie jaki i sposób oraz styl jej wykonywania, szczególnie dla tych, którzy się z nią spotykają pierwszy raz w życiu. Z drugiej jednak strony, wszystko ma swoje wytłumaczenie. Nawet muzyka Aleksandra Wnuka. Po kolei jednak…

PERKUSJA MONO

Aleksander Wnuk urodził się w Rzeszowie w 1987 roku. Tutaj skończył wszystkie etapy szkół muzycznych, począwszy od podstaw, kończąc na szkole średniej, która przygotowuje do podjęcia studiów. Wybrał Gdański i tamtejszą Akademię Muzyczną, ponieważ była to ciekawa alternatywa dla rozwoju w muzyce klasycznej. Z myślą rozwoju podjął stypendium w Duńskim Królewskim Konserwatorium Muzycznym w Kopenhadze, gdzie miał plan szlifować swój warsztat i osobowość muzyczną. W Danii odkrył zupełnie nowy kontekst pojmowania instrumentarium perkusyjnego i szybko zreflektował się, że to jest coś dla niego. Tam też podjął studia magisterskie tematycznie osadzone we współczesnej sztuce perkusyjnej, a jednocześnie kontynuował studia w Gdańsku. Kopenhaga okazała się strzałem w dziesiątkę. Właśnie tam mógł odkrywać to, co jest istotą perkusji. Mnogość dźwięków, stylów gry na przeróżnych instrumentach (tam zresztą odkrywanych), wszystko to pochłonęło młodego rzeszowskiego muzyka na dobre. Kopenhaga pozwoliła mu też na szereg warsztatów, a jednym z nich były międzynarodowe kursy muzyczne w austriackim Grazu, które tak po prawdzie stały się prawdziwym przełomem w jego muzycznej wędrówce.

PERKUSJA MULTI I JESZCZE COŚ

Austriacki Graz oraz studia solistyczne podyplomowe w Kopenhadze były dla Alka Wnuka miejscami, gdzie odkrył zupełnie coś innego i osobistego. Owe odkrycie to multiinstrumentalna gra perkusyjna o zabarwieniu performatywnym, której powoli oddawał się w całości. Wraz z brzmieniami odkrywał też ich podstawowych twórców. Więcej, już na warsztatach w Grazu miał sposobność poznać jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tego nurtu muzycznego, Greka mieszkającego i tworzącego we Francji, Georgesa Aperghis’a. To pod jego pieczą mógł zetknąć się na dobre z tego typu formą muzyki. Dziś wykonuje kompozycje Georgesa, które wydawać by się mogło, są jednymi z najoryginalniejszych, a zarazem najbardziej zaskakujących publiczność zebraną na koncertach Alka. Tak się składa, że utwór „Graffitis” Aperghis’a performowany przez Wnuka daje publiczności swobodę interpretacji. To właśnie ten wielce zastanawiający utwór ma za zadanie, jak mniemać należy, zainteresować audytorium swą treścią muzyczną i poza muzyczną. Aleksander działa według wytycznych samego kompozytora, a swoją rolę interpretatora często traktuje jako równoważną w procesie kreacji dzieła muzycznego na scenie. Publiczność może liczyć na swobodę w wyrażaniu, może pozwolić sobie na śmiech, zadumę, zdziwienie, rozbawienie, oburzenie, znudzenie oraz inne odczucia, jakie mogłyby ewentualnie „wyjść” w czasie odsłuchania „Graffitis” Georgesa Aperghis’a. Zachowanie publiczności, które jest tak de facto nieprzewidywalne, to w zasadzie część spektaklu. Ten, jak i inne utwory muzyki, którą uprawia Alek Wnuk, to też sztuka performansu, swoistej gry aktorskiej, również śpiewu lub raczej recytacji słów przypisanych do utworu – niekoniecznie będącymi częścią realnego języka. Taka forma sztuki dopiero na scenie, przy udziale widowni, zyskuje pełną formę wyrazową.

TO NAPRAWDĘ MUZYKA!

Muzyka grana przez Aleksandra Wnuka ma swoją genezę w latach 50. XX w. we wszelkich ośrodkach muzycznych świata, głównie Niemcy, Francja i USA. Ten specyficzny nurt muzyczny rozwija się nadal, a swych zwolenników ma w takich krajach jak Włochy, Austria, kraje skandynawskie i Japonia. Spotkania Alka z publicznością mają niepowtarzalny charakter. Oprócz oryginalnych brzmień muzycznych, którymi zaskakuje audytorium, koncerty mają ciekawą oprawę. Obok takich instrumentów jak wibrafon i kotły, pojawiają się też instrumenty egzotyczne jak Kalimba, Angklung czy wszelkiego rodzaju gongi. Koncerty Alka to więc swoista wędrówka po niemałej części globu ziemskiego, bowiem muzyk ten gra na instrumentach mających swą genezę w Azji dalszej i bliższej, Afryce, Europie czy Ameryce Łacińskiej. Dzięki temu zetknąć się możemy z niepowtarzalnymi dźwiękami, dodatkowo w kompozycjach, które pozwalają współistnieć z często zupełnie obco dla siebie brzmiących instrumentów, a jednak razem występujących w utworach, dających dźwięki dla siebie tylko stworzone. Przykładem na to może być utwór pt. „I Ching” duńskiego kompozytora Per Nørgård, który czerpie inspiracje z filozofii buddyjskiej. Muzyka uprawiana przez Alka poprzez to, że nie jest często grana w Polsce, będzie miała przypiętą łatkę „szokującej”, do czego zresztą przyczynia się sam piszący te słowa, ale tak naprawdę nią nie jest. Dowodem na to jest fakt, że utwory grane w tym właśnie nurcie muzycznym odnoszą się do tematów czysto ludzkich, prozaicznych można by rzec, albo bardziej dosadnie, zwykłych. Oscylując wokół takich motywów i zachowań jak gniew, śmiech, zazdrość, szczęście, radość, zło czy dobro powinny – i są! – nam bardzo bliskie. Mimo awangardowej koncepcji i mniemania, że jest to sztuka muzyczna tylko dla elitarnej przestrzeni, tak po prawdzie każdy z odbiorców odnajdzie tam siebie. Ta sztuka ma ludzki wymiar, ludzką twarz i nie pozostaje nic innego, jak na sam koniec zadać kluczowe pytanie: czy dzięki temu nie jest ponadczasowa?

JAKUB PAWŁOWSKI

 

Powrót na górę