RAINIER FOG ALICE IN CHAINS BMG, 2018

Alice In Chains byli jednymi z moich największych muzycznych bohaterów lat 90. Dorobek tego legendarnego zespołu z tamtego czasu obejmujący sztandarowe płyty Dirt (1992) oraz Alice In Chains (1995), zaliczany jest do kanonu rocka nie tylko tamtego czasu, lecz także zapisał się złotymi zgłoskami w historii muzyki rockowej w ogóle.

Alice In Chains będący przedstawicielami rockowej sceny Seattle, zostali wrzuceni przez media do jednego worka  razem z Soundgarden, Pearl Jam oraz Nirvaną, a całe to muzyczne zjawisko zostało określone jako grunge. Nazwa ta przyjęła się na całym świecie, chociaż trzeba mieć na uwadze, że muzyka grunge jako taka właściwie nie istniała, bo grupy jakie przynależały do ówczesnej sceny muzycznej deszczowego Seattle, tak naprawdę wywodziły się z różnych tradycji rockowego dziedzictwa. W tym gronie Alicja była najbardziej metalowa, ale klasyczne inspiracje zostały przekute w całkowicie unikalny styl, którego częściami składowymi były kunsztowne harmonie wokalne duetu Staley/Cantrell, posępna melodyka, niezwykle charakterystyczna gra Jerry Cantrella na gitarze oraz specyficzne brzmienie. Alice In Chains dysponowali danym niewielu, ogromnym potencjałem talentu, jednak pogłębiające się uzależnienie wokalisty Layne Staleya od heroiny mające swój finał w postaci śmierci wokalisty w 2002 roku, zdawało się definitywnie zakończyć działalność zespołu. Tymczasem Rainier Fog To już trzeci album Alice In Chains nagrany po reaktywacji w 2005 roku z nowym frontmanem Williamem DuVall. Płyta przynosi dziesięć premierowych kompozycji, balansujących gdzieś pomiędzy klasycznymi dokonaniami Alice In Chains, a muzyką zawartą na solowych albumach Cantrella. Utrzymany w charakterystycznym stylu zespołu jest otwierający płytę, oparty na kroczącym riffie The One You Know. Skojarzenia z dawnym klimatem przynoszą także opatrzony typowymi patentami Alicji Red Giant, powolny, osadzony na bluesującym podkładzie Drone, oraz So Far Under z bardzo typowym dla Cantrella „falującym” riffem i charakterystycznym przeciąganiem fraz. I tak się składa, że są to najjaśniejsze punkty programu. Uwagę na dłużej przykuwa jeszcze zamykający album, przepełniony delikatnym śpiewem Cantrella All I Am. Poza tym jest po prostu przeciętnie. Oczywiście Rainier Fog nie przynosi zespołowi ujmy, ale także niewiele wnosi do muzycznego wizerunku grupy.

DANIEL KOWALCZYK

Więcej w tej kategorii: « MUZYKA W SŁUŻBIE POEZJI
Powrót na górę