Fot. Jakub Pawłowski Fot. Jakub Pawłowski

PRZEGLĄD RZESZOWSKICH MURALI

W 2018 R. UKAZAŁ SIĘ NA ŁAMACH PISMA „DAY&NIGHT” ARTYKUŁ PT. „PRZEGLĄD RZESZOWSKICH MURALI”. JEST JEDNAK POTRZEBA, ABY POWRÓCIĆ DO TEGO ZAGADNIENIA, GDYŻ W MIEŚCIE WOJEWÓDZKIM, Z SIEDZIBĄ SEJMIKU WOJEWÓDZKIEGO, SIEDZIBĄ PREZYDENCKĄ, STAROSTWA, DELEGATURY KONSERWATORA ZABYTKÓW, LOKALNEJ KULTURY, NAUKI I SZTUKI ZACZYNA SIĘ COŚ DZIAĆ.

Zaczyna się coś dziać, bo murali zaczyna przybywać i ten stan rzeczy jest coraz częściej zauważalny w różnych częściach naszego miasta. Wydźwięk wcześniejszego artykułu był raczej krytycznie nastawiony do poczynań miasta Rzeszowa oraz ludzi nim zarządzających w dziedzinie dawania zielonego światła na pojawianie się tej formy sztuki ulicznej. Przypomnieć należy tylko, że mural to taki fenomen, którego pojawienie się w tkance miejskiej doprowadza do jego błyskawicznego zadomowienia się w tejże. Bardzo szybko staje się nierozerwalną jego częścią, a miejsce, tudzież okolica jest z nim kojarzona bezpośrednio. Im więcej tego typu inicjatyw, tym tylko lepiej. Miasto doposażane jest w swoisty koloryt, atmosferę i klimat, który wynosi się na zewnątrz.

m2

CO NOWEGO?

W mieście, w ścisłym jego centrum, w różnych lokalizacjach, pojawiły się dwa wielkoformatowe murale. Pierwszy związany jest z Fredem Zinnemannem, o którym mieliśmy już sposobność wspominać w ubiegłym roku. Działo się tak dlatego, że w lecie odbywał się festiwal filmowy pod jego patronatem. Wtedy też utarła się najważniejsza informacja, że człowiek ten, a był genialnym filmowcem, uhonorowanym kilkoma statuetkami Oscara, przyszedł na świat w Rzeszowie, w żydowskiej rodzinie lekarza. Tuż przed rozpoczęciem festiwalu odsłonięty został mural, który przedstawia legendarnego szeryfa Coopera z filmu „W samo południe” Zinnemanna. Wielkoformatowy mural namalował Kamil Kuzko z Krakowa na kamienicy przy skrzyżowaniu Jagiellońskiej i Lisa Kuli. Drugi wielki format muralu, to ponad 150 m² ściany na kamienicy przy Kopernika 18A, tuż za Teatrem „Maska”. Mural ten przedstawia Irenę Sendlerową, najbardziej rozpoznawalną Sprawiedliwą wśród Narodów Świata w kraju i zagranicą, osobę, która podczas okupacji niemieckiej, kierując referatem dziecięcym w „Żegocie”, uratowała 2500 dzieci żydowskich. Mural powstał z inicjatywy markowskiego Muzeum Polaków Ratujących Żydów w związku z ubiegłorocznym 2018 Rokiem Ireny Sendlerowej. Jest to jeden z największych murali w mieście, w lokalizacji świetnie korespondującej z działalnością jego bohaterki. To część Rzeszowa, gdzie niegdyś funkcjonowało getto. Mural wykonał Kamil Kuzko według projektu Mateusza Kołka.

m3

INNE NOWOŚCI

Powstawały też murale autorstwa znanego już artysty Arkadiusza Andrejkowa. Przy Naruszewicza, tuż obok wjazdu na „kolorowy most” na Wisłoku, na kompleksie budynku Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji powstały łącznie trzy murale przedstawiające ludzi pobierających wodę z miejskiej pompy. To dobre kompozycje, świetnie nawiązujące do miejsca, jakim jest firma mająca z wodą do czynienia na co dzień. Odświeżone zostały też murale na betonowych studniach kanalizacyjnych na Podpromiu. Twórcą tych charakterów jest również Arkadiusz Andrejkow. Tym razem jednak betony otrzymały twarze znanych osobistości wywodzących się jak nie z samego Rzeszowa, to z miastem i regionem miały ścisły związek. Stąd też obecność Franciszka Kotuli, Jerzego Grotowskiego, Tadeusza Kantora, Wandy Siemaszkowej, Józefa Szajny, Tadeusza Nalepy, Tomasza Stańki, Freda Zinnemanna i innych. Andrejkow jest też przyszłym twórcą muralu - reklamy, który już lada moment będzie możliwy do obejrzenia na jednej ze ścian przebudowywanej ostatnimi czasy galerii przy Placu Wolności. Pojawiły się też murale bardzo mocno nawiązujące do street-artu, gdzie pełna gama stylistyczna aż kipi. Widoczne są w tunelu rowerowo - pieszym, pod którym możemy przejechać przedostając się na drugą stronę zapory, na brzeg zalewu. Drugi, bardzo podobny stylistycznie widoczny jest w przejściu na podwórze jednej z kamienic przy Jagiellońskiej, obok skrzyżowania z Zygmuntowską. Nad Wisłokiem, nieopodal Lisiej Góry, na pylonach ujęcia wody firmy Pratt&Whitney, znajdują się murale tematyczne. To przyrodnicze malowidełka przedstawiające faunę,  jaką spotkać można w całej okolicy nad Wisłokiem. Wykonali je Michał Czerko i Marek Dzięgiel.

m4

JAKI Z TEGO WNIOSEK?

Ano taki, że murali musi być jeszcze więcej i jeszcze więcej. Mural może opowiadać historię danego miejsca. Mural może być swoistą manifestacją. Mural może nawiązywać do wydarzeń. Za pomocą muralu, jak dziełem sztuki, można się wyrazić by być lepiej zrozumiałym, a szczególnie przez odbiorcę. Rzeszowie nasz drogi. Masz piękną historię, pięknych ludzi też wydałeś na świat. Masz tradycję, z której powinieneś być dumny i kulturę też. A może tak zasygnalizować obecność Żydów w mieście i dać upust emocji nad Mojrzeszowem? A może tak wreszcie Kazimierz III Wielki zaistniałby w przestrzeni miasta, a tuż obok jego pierwszy właściciel Jan Pakosławic? A może tak zasygnalizować obecność rodu Ligęzów i Lubomirskich, za których czasów miasto nad Wisłokiem liczyło się na mapie Rzeczypospolitej? Gdzie COP, gdzie sportowcy, którzy byli chlubą regionu? A może tak, skoro na próżno szukać tabliczki lub pomnika w miejscach historycznych i ważnych dla miasta, malować murale? A choćby taki Marek Czarnota, spacerujący jedną z uliczek miasta? Franciszek Kotula zerkający na swe muzeum? A może Mira Kubasińska w taneczno-muzycznym uniesieniu, porwałaby niejednego odbiorcę wprost z ulicy do big-bitowego klimatu?

m5

JAKUB PAWŁOWSKI

 

Powrót na górę