Fot. Jakub Pawłowski Fot. Jakub Pawłowski

WIEDEŃ NA PRZEDWIOŚNIE

HEJ, RZESZOWIANIE! MIESZKAŃCY PODKARPACIA! KIEDYŚ REGION NASZ BYŁ W GALICJI, NAJDALEJ NA PÓŁNOCNY-WSCHÓD WYSUNIĘTYCH RUBIEŻACH WIELKIEGO CESARSTWA AUSTRO-WĘGIERSKIEGO. KAŻDE MIASTO, JAK KRAKÓW CZY LWÓW ORAZ MIASTECZKO JAK STANISŁAWÓW CZY RZESZÓW CHCIAŁO BYĆ JAK STOLICA, CZYLI WIEDEŃ. BYĆ, POD NIEMAL KAŻDYM WZGLĘDEM.

No tak, Rzeszów chciał być jak Wiedeń. Nic w tym dziwnego. Każdy mniejszy ośrodek chce być jak stolica. Tak było w antyku, kiedy każde prowincjonalnorzymskie miasto chciało być jak Rzym. Dziś też tak jest, bo każda stolica województwa w Polsce, chce być jak stolica kraju. Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że jako historyk, często mierzący się z tematyką zaborów, szczególnie jeśli idzie o dzieje regionalne, w większym bądź mniejszym stopniu napotykam zagadnienie Wiednia oraz postrzegania tego miasta przez ludzi zamieszkujących prowincje Cesarstwa, którego to miasto było stolicą. W niemal każdej relacji Wiedeń jawi się jako miejsce niemal nie do osiągnięcia, a gdy się ta sztuka udała, był to całkowity szczyt osiągnięć, dla co poniektórych. Kiedy wreszcie tam się udałem, to… oniemiałem.

Fot. Jakub Pawłowski

KOLEBKA ŚWIATOWEJ KULTURY W JEDNYM MIEJSCU

Wiedeń przyciąga zabytkami, przebogatą historią, piękną tradycją i jest powszechnie uznawany za jedną ze stolic kultury. Nie tylko Europy, ale świata. Przecież to w tym mieście nad Dunajem tworzył Mozart, Beethoven, Schubert i cały ród Straussów. To tylko jeśli idzie o dziedzinę muzyki klasycznej, a co jeśli w mieście sprzyjały korzystne warunki dla artystów pokroju Gustava Klimta, jednego z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli nurtu secesji? Wiedeń to kolebka rodu Habsburgów z najbardziej rozpoznawalną parą cesarską, a więc Franzem Josephem i jego ukochaną Sissi. Właściwie to Sissi, Franz, Mozart i Klimt to czwórka ambasadorów tego miasta. Ich wizerunki, twórczość, decyzje i działalność są powszechnie widziane w Wiedniu. Nie ma suweniru lub słodkich smakołyków bez wizerunku Mozarta lub Sissi. Wiedeń na tym stoi jak długi i szeroki. A jest to potężne miasto, które warto zwiedzać nie tylko pieszo, ale korzystając ze świetnych połączeń metra, tj. U-Bahnu.

DIE SEHENSWÜRDIGKEITEN, CZYLI COŚ GODNEGO ZOBACZENIA?

O zabytkach i innych atrakcjach Wiednia można by było napisać elaborat, a i tak nie wyczerpałoby się tematu. Wiedeń to mrowie kościołów i to w różnych stylach. Podobnie jak i kamienic, a wiele z nich osiąga gigantyczne rozmiary. Wiedeń to też miasto pałaców, zamków i zameczków, gustownych willi, których blask i styl oszałamia. Wiedeńska secesja, znana na cały świat, to mistrzostwo nad mistrzostwami, a regencja – stylistyka, która osiągała swój top właśnie u szczytu funkcjonowania Cesarstwa Austro-Węgierskiego pod berłem Habsburgów, w Wiedniu ma jakość pierwszorzędną. W samym mieście nie można przegapić katedry, tzw. Stephansdom, średniowiecznej dumy miasta. Podobnie jak i Hofburg, do którego radzę udać się od strony bramy, przez którą przejeżdżała Sissi. To też miejsce z dodatkowymi atrakcjami, ponieważ pobliski Michaelplatz to nic innego, jak powierzchnia zamknięta w przepięknej zabudowie XVII-XIX-wiecznej, a pośrodku znajdziecie antyczne ruiny miasta, tzw. Vindobonę, zakładaną przez Rzymian na początku II w.n.e.! Wiedzie od placu Michała Herrengasse, ulica panów, również o rzymskim rodowodzie. Przejdziecie nią obok słynnego Hochhausu, drapacza chmur z lat 30. XX w., genialną budowlę w stylu art deco, po drodze mijając około dziesięciu pałaców. U wylotu Herrengasse jest przemiła kawiarnia o nazwie Café Central. Popijając tam kawę i zjadając strudla z bitą śmietaną lub kremem waniliowym, do którego namawiam, wiedzcie, że być może stolik, gdzie siedzieć będziecie, zajmował Siegmund Freud lub Lew Trocki. Będąc w Wiedniu musowo zobaczcie Leopoldstadt, a obok imponujący budynek ratusza. Jeśli znudzi się wam chodzenie, wsiądźcie w zabytkowy, czerwony tramwaj, który Rennwegiem obwiezie dookoła wiedeńskiego starego miasta. Liczne kanały odchodzące od Dunaju też wyglądają uroczo. Niemal całe życie kawiarniano-spacerowe w Wiedniu toczy się właśnie tam. Polecam pojechać zobaczyć Schönbrunn, a tuż obok niego słynną Gloriettę. Jeśli znudzą was takie atrakcje, to udajcie się na słynny Prater, miasteczko uciech, gdzie doznacie niebywałego uczucia wsiadając, choćby do najwyższej w Europie karuzeli, która wykręci was w ten sposób, że zobaczycie chyba ze 100 razy Wiedeń we wszystkich jego konfiguracjach.

POZA MIASTEM

Jeśli naprawdę znuży was miasto, w co wątpię, to szczególnie polskiemu turyście odwiedzającemu Wiedeń, niemal w charakterze pielgrzymki, musowo trzeba się udać na Kahlenberg. To historyczne miejsce, skąd w Roku Pańskim 1683 król polski Jan III Sobieski przypuścił morderczy atak na oblegające wówczas Wiedeń siły Kary Mustafy. W ten sposób odnosząc wiktorię, zwaną „wiedeńską”, uratował miasto i cały świat chrześcijański przed nawałnicą turecką, błyskawicznie zalewającą Europę. Najlepiej zrobić to w ten sposób, aby wybrać jedną z wielu pieszych wędrówek oferowanych w dowolnym przewodniku po Wiedniu, udać się najpierw na przedmieścia do Nussdorfu, a stamtąd obrać azymut w kierunku góry. Minie się wtedy morze winnic, bo Wiedeń zdaje się jest jedynym miastem Europy, w którego granicach znajdują się czynne winne latorośla. Jeśli będziecie mieć szczęście, np. jak ja, to spróbujecie lokalnego białego wina wytrawnego, usiądziecie sobie wygodnie przy stoliku udekorowanym zwykłym obrusem w kratę, popatrzycie sobie na horyzont, a tam widok na Wiedneń i wtedy przypomnicie sobie słowa walca Johanna Straussa II: An der schönen blauen Donau… Naprawdę tego wam życzę!

JAKUB PAWŁOWSKI

 

Powrót na górę